sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 12

"Masz okres?"


    Do Studia uczęszczam już od czterech dni. Ta szkoła jest naprawdę cudowna! Najbardziej podobają mi się zajęcia z Beto. Jest taki zabawny! Na lekcjach więcej się śmiejemy, niż uczymy. Lekcje z Pablo są luźne, ale robimy na nich dużo. Zajęcia z Angie – jak to z Angie – są bardzo ciekawe. Tylko Gregorio... Da się przeżyć. Jak siedzi cicho to jest nawet znośny, raz tylko prawie dostałam jego piłeczką. Ludmiła dwa razy zrobiła mi awanturę – raz, że fałszowałam – dwa, że „zasłaniam jej źródło światła”, bo przeszłam obok niej kiedy opalała się w parku. Strasznie zakumplowałam się z Cami i Fran, są naprawdę fajne. Już im zaufałam na początku znajomości. Broduey i Maxi nas zawsze rozbawiają, nawet kiedy nie próbują. Diego... Ah, Diego. Spędzamy razem prawie każde popołudnie. Czemu „prawie”? Bo on i Francesca piszą piosenkę na zajęcia do Studia, a ja i Leon... No właśnie. Leon. Nie odzywa się do mnie kompletnie... Już nie wiem, co mam robić.
    Moje głębokie rozmyślania przerwał mi dźwięk telefonu. O wilku mowa! Napisał do mnie Verdas.

Słuchaj, nie ma od czego uciekać. Musimy zaliczyć to ćwiczenie, czy tego chcemy, czy nie. Bądź za piętnaście minut w parku przy fontannie. Nara.
~ Leon

    Się mądrala znalazł! Nie mam zamiaru oblać pierwszego poważnego zadania w Studio przez jakiegoś niedowartościowanego bufona.
    Szybko zebrałam swoje rzeczy i wyszłam pospiesznie krokiem z domu. Kiedy doszłam na miejsce zdziwiłam się, że nikogo tam nie ma. Sama spóźniłam się jakieś pięć minut, więc stwierdziłam, że mogę jeszcze chwilę poczekać.
    Minął kwadrans.
    Dwadzieścia minut.
- No to są chyba jakieś żarty! - krzyknęłam do siebie wyciągając telefon.
- Złość piękności szkodzi - usłyszałam za plecami.
    Odwróciłam się na pięcie. Tam ujrzałam tego samego wkurzającego Leona, który zaproponował spotkanie. Stał w skórzanej kurtce pod którą znajdował się biały podkoszulek. Na nogach miał ciemne jeans'y i czarne buty. Włosy - standardowo - postawione na żel. I ta jego nieśmiertelna, niezwykle irytująca guma do żucia.
- Chociaż wiesz - dodał szybko - Tobie to już nic nie pomoże, więc złość się kochanie ile chcesz.
Zacisnęłam oczy i wypuściłam powietrze, by nie zrobić awantury w parku, gdzie było pełno ludzi.
- Dobra, Verdas - zaczęłam nieco spokojniej - Sam zaproponowałeś spotkanie, więc teraz nie zgrywaj twardziela i tego... Tego kogoś, kim próbujesz być. Weźmy się do roboty, chociaż przyznaję, że nie jestem zadowolona z tego, że mam zrobić to z tobą. Odstawmy nasze spory na bok i nie zachowujmy się jak dzieci tylko zróbmy to, co mamy zrobić. A później każde z nas rozejdzie się w swoją stronę. I tyle.
    Przez cały ten mój monolog chłopak przyglądał się mi bardzo uważnie. Kiedy skończyłam, podniósł jedną brew, po czym odwrócił się do mnie plecami i zaczął iść w przeciwną mi stronę.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam już naprawdę wściekła. - Gdzie idziesz?!
- Jak to gdzie? Do domu. Sama powiedziałaś mi, że mamy do napisania piosenkę, kochanie. - odpowiedział spokojnie.
    Podbiegłam do niego i wyrównałam jego tempo z moim.
- Okej. Fajnie. - wycedziłam. - Jeśli tak wolisz... Chcę uniknąć kłótni. I jeszcze jedno. Nie nazywaj mnie tak.
- Czemu, słoneczko?
- Po prostu przestań! - wybuchnęłam. - Nie jestem taka, jak cała reszta tych dziewczyn, którymi się bawisz i wyrywasz je na swoje ,,zabójcze” spojrzenie! Jeśli myślisz, że nabiorę się na te twoje maślane oczka, to się grubo mylisz! Mam Cię już po dziurki w nosie, nie mogę się wprost doczekać, aż to ćwiczenie dobiegnie końca!
    Szedł przed siebie nie spoglądając na mnie. Mruknął coś tylko pod nosem, kopiąc kamień który wplątał mu się pod nogi. Włożył ręce do kieszeni kurtki i spuścił głowę.
    Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Zaprosił mnie (o dziwo) kulturalnie do domu, gdzie powitała nas jego mama.
- Nareszcie jesteś, Leoś! - powiedziała uradowana. - Fajnie, że przyprowadziłeś do nas Violę. Na pewno jest głodna. Co ci zrobić do jedzenia, kochanie?
- Niech się pani nie trudzi... Nie jestem głodna, ale bardzo dziękuję - odparłam z uśmiechem na twarzy.
- Na pewno? Jesteś taka chudziutka, czy Ciebie głodzą w domu?
- Niech Pani nawet nie żartuje! - zaczęłam się śmiać. - Jak wejdę do kuchni, to moja gosposia mnie z niej nie chce wypuścić. Jest pani bardzo miła, ale naprawdę, jadłam przed wyjściem.
- Skoro tak mówisz... 
- Skończyłyście już plotkować? - przerwał nam znudzony Leon. - To fajnie. Chodź już do mnie do pokoju...
    Pociągnął mnie za dłoń w stronę schodów. Będąc już w jego jaskini, dokładnie się rozejrzałam. Na ścianach wisiały różne płyty, obrazy znanych zawodników Motocross'owych. Na przeciw wejścia, zaraz obok okna wisiała gitara z autografem - pewnie jakiegoś piosenkarza. Ogólnie w pokoju panował ład i skład.
- No to co?...
- Co się głupio pytasz? Piszemy piosenkę. - odpowiedział.
Wywróciłam oczami i usiadłam na łóżku.
- To masz może pomysł na temat piosenki? - zapytałam go.
- Myślałem, żeby napisać coś o miłości. Mam nawet początek melodii i pierwszą zwrotkę. Myślę, że może Ci się spodobać.
    Po wypowiedzi Leona, zajął miejsce obok mnie i z gitarą w ręce zaczął grać. Nie ukrywam, że bardzo mi się podobało. Tak samo, jak bardzo się zdziwiłam, że zaproponował mi taki temat. No bo co jak co - ale po samym Verdasie nie spodziewałam się, że będzie chciał pisał piosenkę o miłości. I to ze mną. Czy on w ogóle jest zdolny do tego uczucia? A może to ja się mylę? I darzy Ludmiłę prawdziwym, szczerym uczuciem?
- Wow - wydukałam jak skończył. - To było bardzo ładne. Naprawdę, podobało mi się. Pewnie pisałeś ją z myślą o Ludmile?
    Specjalnie o to zapytałam. Może i jestem wścibska, ale chcę wiedzieć.
- Nie - zaprzeczył krótko. Widziałam zakłopotanie plątające się na jego twarzy. W końcu zdecydował się coś odpowiedzieć: - Rozstaliśmy się dwa dni temu. A co do piosenki... To masz rację, ale nie myślałem o niej. Myślałem o kimś innym.
    O proszę. Verdas się zakochał. Mam nadzieję, że to nie jest taka jędza, jak Panienka Ferro... Tylko się chłopak przy niej marnował. Co nie zmienia faktu, że zdziwił mnie tym.
- Ahaa... - jęknęłam. - To może... Może spróbujemy to skończyć?
    Przytaknął mi i zabraliśmy się do pracy. Po kilku godzinach - całe szczęście - piosenka była gotowa. Bardzo mi się podobała, tekst miał bardzo głębokie przesłanie. Melodia była delikatna dla ucha, mimo, że prosta to bardzo ciekawa. Oczywiście, nie obeszło się bez drobnych sprzeczek między nami, ale myślę, że nie wpłynęło to zbytnio na ogólny całokształt ,,dzieła”.
    Podczas ostatniego sprawdzenia, czy nie potrzeba żadnych poprawek wykonaliśmy utwór. To było niesamowite... Leon patrzył mi cały czas w oczy, uśmiechając się delikatnie. Jego śpiew był dla moich uszu jak najwspanialszy aksamit, miarowe szarpnięcia za struny mieszały się z naszymi współgrającymi głosami.
    Jak to mówią, ,,nic nie może wiecznie trwać”. Piosenka się skończyła, a w drzwiach stała przeszczęśliwa pani Verdas. Wzdrygnęłam się i odskoczyłam od równie zdezorientowanego chłopaka.
- To ja już pójdę - zdołałam wymruczeć. Wyminęłam mamę Leona w drzwiach.
    Za sobą słyszałam cichnące z każdym krokiem urywki ich rozmowy, która krążyła głównie w okół mojego tematu.
    Pospiesznym krokiem wracałam do domu. Po drodze spotkałam sie z Cami, którą niestety musiałam spławić. Pytała o Leona i tak dalej, dlatego wolałam uniknąć tego niezręcznego tematu.
    Będąc już w domu zostałam zasypana pytaniami - tata, Angie, Olga i Ramallo nagle się mną zainteresowali. Bez przywitania, w ciszy przemknęłam do swojego pokoju. Złapałam się za głowę i chodziłam w tę i wewte po pokoju. Kiedy znalazłam sobie odpowiednie miejsce na parapecie, usłyszałam skrzypnięcie drzwi.
- Mogę wejść?
- Pewnie, Angie. - zeskoczyłam z drewnianego blatu, przy okazji zrzucając z niego ramkę na zdjęcia. Rozbiła się.
    Szybko ukucnęłam i zaczęłam zbierać odłamki szkła. Ciocia lekko się wzdrygnęła i rzekła:
- Pomogę Ci.
- Poradzę sobie - zatrzymałam ją. - Co Cię do mnie sprowadza?
- Jesteś zła? - zapytała. - Albo może głodna? Jesteś jakaś nerwowa... Masz okres? - zawiesiła się i na mnie spojrzała. - Chodzi o Leona... Prawda?
- Nie! - szybko zaprzeczyłam - Jestem zmęczona. Idę się wykąpać - wyrzuciłam odłamki szkła do kosza na śmieci. Angeles spojrzała na mnie smutno i skierowała się do drzwi.
- Jak wolisz, Violu. Dobranoc.
Westchnęłam ciężko i tak jak wcześniej mówiłam - poszłam pod prysznic. Krótki, aczkolwiek przyjemny pozwolił mi się zrelaksować.
    Wróciłam do pokoju i chwyciłam pamiętnik. Zapisałam w nim wszystko, co się dziś zdarzyło i odłożyłam go na półkę. Już miałam gasić lampkę, ale moją uwagę przykuło zdjęcie. Leżało pod parapetem. Sięgnęłam po nie i przejechałam po nim opuszkami palców. 
- Mamo - szepnęłam. - Tęsknię za tobą, wiesz? Bardzo chciałabym, żebyś tu teraz ze mną była i... - uroniłam jedną łzę. - Kocham Cię.
    Przytuliłam zdjęcie do piersi i przykryłam się kołdrą. Po kilku chwilach zasnęłam.  

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No.
Witam, witam.
Ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda?
Nie?
Szkoda trochę.
Trochę długo mnie tu nie było... Przepraszam. Rozdział miałam napisany już dawno, a teraz tylko dopisałam końcówkę. Nie będę się tu chyba za bardzo rozwodzić, co?
Macie trochę Leonetty (niekoniecznie szczęśliwej hyhy).
Chcecie kolejny rozdział? Bo napiszę go dopiero wtedy, kiedy będę wiedziała, że ktoś faktycznie to coś czyta... 
Ja się żegnam, kiedy next nie wiem.
Papa! <3